Choinkowo, piernikowo, świątecznie 2009-12-23 19:47:24


Nasza pierwsza choinka stoi ubrana na srebrno-fioletowo. Stoi i pachnie. Gdy wchodzę do pokoju czuję się niemal tak, jakbym wchodziła do lasu.

Prezenty są, trzeba tylko spakować. Maleńka kurtka dżinsowa i DVD ze świnką Peppą dla bratanka, zdalnie sterowane auto dla bratanka męża, drobiazgi dla dorosłej części rodziny.

Śledzie moczą się drugą godzinę, później będę płakać nad cebulą. I może nie tylko. Bo u mnie szykują się zmiany. Jak często na zimę, na przełomie roku. Łączy się stare z nowym, dosłownie i w przenośni.

Lista pozostałych powinności czeka. Muszę sobie rozpisać w kolejności, najlepiej wyznaczyć orientacyjne godziny, żeby wiedzieć czy zdążę. Chaos mi nie służy, nawet jeśli lista obejmuje tylko pięć czynności.

Choinka pachnie, pierniki przyjemnie chrupią i rozpływają się w ustach między jednym a drugim łykiem kawy.

Dobrych, zdrowych i radosnych świąt! I oby Nowy Rok przyniósł Wam spełnienie. Może i mnie też przyniesie. Oby.

skomentuj (5)

Choinkowo, piernikowo, świątecznie 2009-12-23 19:46:48


Nasza pierwsza choinka stoi ubrana na srebrno-fioletowo. Stoi i pachnie. Gdy wchodzę do pokoju czuję się niemal tak, jakbym wchodziła do lasu.
Prezenty są, trzeba tylko spakować. Maleńka kurtka dżinsowa i DVD ze świnką Peppą dla bratanka, zdalnie sterowane auto dla bratanka męża, drobiazgi dla dorosłej części rodziny.

Śledzie moczą się drugą godzinę, później będę płakać nad cebulą. I może nie tylko. Bo u mnie szykują się zmiany. Jak często na zimę, na przełomie roku. Łączy się stare z nowym, dosłownie i w przenośni.

Lista pozostałych powinności czeka. Muszę sobie rozpisać w kolejności, najlepiej wyznaczyć orientacyjne godziny, żeby wiedzieć czy zdążę. Chaos mi nie służy, nawet jeśli lista obejmuje tylko pięć czynności.

Choinka pachnie, pierniki przyjemnie chrupią i rozpływają się w ustach między jednym a drugim łykiem kawy.

Dobrych, zdrowych i radosnych świąt! I oby Nowy Rok przyniósł Wam spełnienie. Może i mnie też przyniesie. Oby.

skomentuj (0)

Choinkowo, piernikowo, świątecznie 2009-12-23 19:44:25


Nasza pierwsza choinka stoi ubrana na srebrno-fioletowo. Stoi i pachnie. Gdy wchodzę do pokoju czuję się niemal tak, jakbym wchodziła do lasu.
Prezenty są, trzeba tylko spakować. Maleńka kurtka dżinsowa i DVD ze świnką Peppą dla siostrzeńca, zdalnie sterowane auto dla bratanka męża, drobiazgi dla dorosłej części rodziny.

Śledzie moczą się drugą godzinę, później będę płakać nad cebulą. I może nie tylko. Bo u mnie szykują się zmiany. Jak często na zimę, na przełomie roku. Łączy się stare z nowym, dosłownie i w przenośni.

Lista pozostałych powinności czeka. Muszę sobie rozpisać w kolejności, najlepiej wyznaczyć orientacyjne godziny, żeby wiedzieć czy zdążę. Chaos mi nie służy, nawet jeśli lista obejmuje tylko pięć czynności.

Choinka pachnie, pierniki przyjemnie chrupią i rozpływają się w ustach między jednym a drugim łykiem kawy.

Dobrych, zdrowych i radosnych świąt! I oby Nowy Rok przyniósł Wam spełnienie. Może i mnie też przyniesie. Oby.

skomentuj (0)

Drobiazgi 2009-10-27 22:08:41


Zaczęłam czytać. To mnie cieszy. Skończyłam niedawno "Życie miłosne" Z. Shalev. Książka momentami mocna, godna polecenia. Brak jest typowych dialogów. Bohaterowie są wielopłaszczyznowi, trudno o jednoznaczną ich ocenę. Dobre, nie powiem jakie, zakończenie. To lubię. A już myślałam, że nigdy nie powróci tak potrzebne do czytania skupienie. Że zawsze będę już myślą przy pracy, przy obiedzie, przy zakupach, przy obowiązkach. Oczywiście prawdopodobnie nigdy nie wrócą czasy, kiedy czytałam wiele godzin dziennie, tak jak nie będę miała już wakacji między kolejnymi klasami podstawówki czy liceum, ale żeby chociaż te kilka stron wieczorem...

Dzięki A. doceniam drobiazgi. Spisuję choćby najbardziej trywialne - jedzenie pierogów, spacer, zakupy w Biedronce, czytanie gazety, prysznic z nowym, pachnącym żelem. Gdybym wspominała tylko tak zwane podróże życia i wyłącznie "ważne" wielkie chwile, byłabym bardzo smutną osobą.

skomentuj (4)

Kobieca prasówka 2009-10-17 00:39:40


Lubię czytać "Zwierciadło". Z różnych powodów, m.in. dlatego, że to jedyne chyba tak zwane kobiece pismo, które mnie nie obraża. Nie przepadam za "TS", choć czasem (bo przecież nie będę kupować co miesiąc gazety za prawie dychę tylko dla felietonu Agaty Passent, którą cenię) zdarza mi się kupić - zwłaszcza kiedy bardziej nastawiam się na kartkowanie i kolorowe obrazki niż na lekturę, za "PANI" też nie, bo drażni mnie red. naczelna, która uważa się za kobietę z klasą, a promuje Paulo Coelho i Leona Wiśniewskiego (jako wielkich i "głębokich" literatów, żeby nie było). Polacy nie cierpią na przesadny literacki gust, to wiadomo nie od dziś, od dawna bowiem uwielbiany jest u nas na przykład William Wharton, którego książki ("Ptaśka" i "Spóźnionych kochanków") czytałam odpowiednio ze znudzeniem ("Ptasiek") i z zażenowaniem ("Kochankowie").

Lubię czytać "Zwierciadło", ale bardziej niż kolejny "kosmetyczny wybór szefowej działu" drażni mnie natłok felietonów pisanych przez nasze rodzime gwiazdy. Jaki kraj, takie gwiazdy powiecie? Pewnie tak, ale gdyby na przykład Kasia Cichopek napisała dobry tekst, to przyznałabym, że aktorką to i nie jest, ale felieton dobry popełniła. Niestety, poziom felietonów w "Zwierciadle" jest moim zdaniem krytyczny, oprócz felietonu Jastruna i Maćka Stuhra (jak się postara), nie ma co czytać. Mam wrażenie, że już nawet prawnik Dubois pisze lepiej od zaproszonych gwiazd. Felietony sióstr Przybysz są dla mnie nie do przełknięcia (szczególnie tej, która została niedawno matką), felieton Magdy Cieleckiej z ostatniego numeru jest tragiczny, wystękany (przepraszam) i patetyczny. Czytając go niemal czułam jak piękna skątinąd aktorka poci się nad klawiaturą tworząc go. Chyba nie muszę dodawać czy było warto.

Niemniej osobom, które lubią czasem poczytać o rozwoju osobistym (duchowym, ale nie religijnym), codzienności ujętej w aspekt psychologiczny, "Zwierciadło" bardzo polecam. Strony z felietonami i polecanymi kremami za 300 zł za słoik można przekartkować, reklamy powyrywać, a i tak zostanie sporo wartościowej lektury. Co w innych pismach moim zdaniem nie występuje.


skomentuj (7)

Trzymajcie kciuki za pogodę 2009-09-14 09:12:29


Za chwilę wyjeżdżamy. Robię ostatnie pranie, pakuję wszystkie niezbędne (absolutnie) rzeczy i ubrania (części z nich pewnie wcale nie założę). Czy wzięłam wszystko? Jak ja tego nie lubię. Zawsze się tym zamartwiam, a przecież nie jadę na koniec świata, sklepy są.

Pisać raczej nie będę, bo to ma być urop od Interetu także. Wracam w następny wtorek. Dobrego tygodnia!

skomentuj (5)

"Przed" 2009-09-11 21:27:43


Oficjalnie właśnie rozpoczęłam urlop. I nie za bardzo wiem, co ze sobą zrobić. Dobrze, że w poniedziałek z samego rana (tak planujemy) wyjeżdżamy, bo jeszcze niechybnie odwołałabym wolne i zaczęłabym pracę.
Czytałam kiedyś, że niektórzy nie potrafią odpoczywać. Nigdy nie sądziłam, że osoba, która ma w sobie takie pokłady lenistwa jak ja ;-) też będzie mieć z tym problem.

Zawsze uważałam, że najfajniejsze jest to wszystko "przed" - podróż, podczas której czekamy na finał czytając gazety i książki; oczekiwanie na dni, które będą wolniejsze od obowiązków. Później "to", "te dni" mijają tak szybko. Dlatego tak ważne są przygotowania.

Poza tym chyba wszystko idzie po naszej myśli - dotarła do mnie zamówiona książka Z. Shalev, nowa szafa, którą panowie montowali niemal cały dzień nam się podoba. Powoli się urządzamy i powoli z dnia na dzień robi się coraz ciemniej. Idzie jesień, brr.

Powoli przechadzam się po Waszych blogach. I dwóch mi brakuje - Mruczącej i Polifonicznej. Dziewczęta, zróbcie coś z tym.

PS. Wszystkim tym, którzy są uzależnieni od Internetu jak ja wklejam link do notki napisanej przez Sylwię Chutnik. Tak bardzo się pod tym podpisuję: www.sylwiachutnik.blog.iwoman.pl

skomentuj (2)

Nowe idzie 2009-09-08 22:11:34


Tak sobie rozmawiałam na GG z A., która powiedziała, że podczytuje moje stare blogowe notki sprzed dwóch lat. Pomyślałam "o nie!", pomyślałam bowiem, że na pewno są żenujące i że jak je przeczytam, to zapadnę się pod dywan (a dywanów nie mamy, mógłby powstać więc problem). W końcu zajrzałam do nich i ja. I... nie jest wcale źle! Powspominałam sobie, pośmiałam, kilka zdań chciałam skasować (i skasuję, kiedyś). Co do kilku trudno mi uwierzyć, że napisałam je sama. Polubiłam te notki na nowo, polubiłam mrocznego omleta, chociaż tyle się wydarzyło i jest zupełnie inaczej niż kiedy zaczynałam pisać. Sentymentalna jestem, bo siedzę tak już ponad godzinę we wspomnieniach.

Mam 25 lat (w grudniu 26) i czasem w głowie zupełnie pstro. Od niedawna tańczę salsę i żałuję, że nie mam lat 20. Że nie studiuję jak niektórzy z mojej tanecznej grupy, że nie mam marzeń o życiu "po", że nie wierzę już, że pewne rzeczy się wydarzą. Żałuję, że bliżej mi do planowania powiększania rodziny, niż do beztroskiego imprezowania co sobotę. Nie żebym nie imprezowała, ale...

Ale nudzą mnie, jak bardzo nudzą mnie ludzie, którzy potrafią tylko o dziecku, o zupach, kupach, kolkach, zarwanych nocach, pierwszych zębach. M. mnie uspokaja - "przynajmniej było o czym rozmawiać"... No tak, było. Pierwszy ząb, mama, tata, baba.

Mam 25 lat, czasem chciałabym mieć 20, ale kiedy przypomnę sobie, kim byłam kiedy tyle miałam to... wcale nie chcę. Gdy miałam 20 lat nie miałam na przykład M., tylko zamiast Jego bardzo zwichrowane życie uczuciowe. Gdy miałam 20 lat musiałam zdawać egzaminy z niekoniecznie ciekawych przedmiotów. Teraz mam pracę, którą lubię, chociaż przyznaję, czasem trudno mi się pogodzić z tym, że przez 8 godzin dziennie muszę wykonywać narzucone czynności (każda przyjemność wykonywana 5 x w tygodniu x 8 h może znużyć), zamiast sobie np. czytać książki. Kiedy miałam 20 lat nie miałam koło siebie tych ludzi, co teraz. Nie było w moim życiu np. M., do której piszę maile i od której maile dostaję, nie było A., której piszę o małych codziennych przyjemnościach i co jest tak cudowne, że nie wyobrażam sobie, bym kiedykolwiek chciała przestać.

Zakończę więc najbardziej po ludzku - chciałabym mieć 20 lat i wszystkie te rzeczy i ludzi, których mam koło siebie teraz. I niekończący się urlop, który w całości przeznaczę na: czytanie, pisanie, jazdę na rowerze, spacery po lesie.........

Chyba wróciłam :)

skomentuj (6)

Wakacyjnie 2009-08-13 22:33:50


Czas biegnie jak szalony. Pisałam to nie raz, napiszę pewnie jeszcze nieskończenie wiele. Razem z A. uczę się cieszyć z drobiazgów. W końcu co mamy ważnego oprócz codzienności?

Planuję wakacje, jedziemy w góry. Odkąd dorosłam, morze tak ukochane niegdyś, stało się dla mnie nudne. Nadal piękne, ale dobre na dwa, trzy dni, nie dłużej. Pokój zarezerwowany, urlop zaklepany, już prawie jedziemy. Dokładnie za miesiąc.

Cieszę się, że zdarzają się (choć wyjątkowo rzadko) osoby, którym się chce. Spakować rzeczy, wsiąść w pociąg, połazić po mieście. Polifoniczna przyjechała do Warszawy aż z Poznania, żebyśmy mogły się spotkać. Tego mi zawsze brakowało - hasła "jadę" i dotrzymania słowa.

skomentuj (3)

Małpy skaczą niedościgle... 2009-06-13 21:36:14


... małpy robią małpie figle.
Życie też płata figle. Szybko stawia do pionu i weryfikuje nasze wygodnickie życiowe poglądy i wybory.
W rezultacie to czego nie chcieliśmy, na czym nam nie zależało (a przynajmniej "nie teraz") staje pod znakiem zapytania i wiem, wiem na pewno, że może się otrzeć o życiową tragedię.

My na walizkach. Przeprowadzka trwa i trwa. Ale stała się trochę mniej ważna.

skomentuj (3)

Księga Gości